osobista stylistka

Jak się spakować na weekend majowy?

Zaplanowałaś weekendowe zwiedzanie Barcelony lub majówkę we Wrocławiu? Podpowiem Ci, jakie ciuchy spakować, by było w sam raz: bez dźwigania zbędnych kilogramów, ale stylowo i na każdą okazję. I żebyś w drodze powrotnej miała w walizce trochę miejsca na pamiątkową butelkę wina, lokalne słodycze lub trampki, które uśmiechały się do Ciebie z wystawy. Przecież trzeba coś przywieźć z podróży, prawda?



Przede wszystkim ustalmy, na jak długo się wybierasz. Dwa, trzy a może cztery dni? Pomyśl o każdym z nich. Co będziesz robiła? Dokąd się udasz? Czy w miejscu, do którego w danym dniu się wybierasz, obowiązują jakieś zasady dotyczące garderoby? Jak będziesz się przemieszczać po okolicy? Ile czasu zamierzasz przeznaczyć na zwiedzanie? I bardzo ważne: jaka jest prognoza pogody? Odpowiedzi na te pytania pozwolą ustalić, co konkretnie powinno się znaleźć w Twojej walizce.



Oczywiście możesz olać zabawę w pytania i odpowiedzi, postawić na spontan i pójść na żywioł. Tylko jak to się skończy? Mam na swoim koncie kilka wyjazdów, w czasie których warunki ewidentnie mnie zaskoczyły. Na przykład majowy wypad do Kopenhagi, gdzie z powodu nieustannego wiatru było mi tak zimno, że zakładałam rajstopy pod spodnie, choć normalnie nie robię tego nawet w największe mrozy! Albo wyjazd do Turcji, na który spakowałam swój standardowy letni strój do nordic walkingu: krótkie szorty i koszulkę na ramiączkach. Męskie gwizdy i śmiechy towarzyszły mi stale, raz nawet jakiś staruszek splunął na mój widok.



Jest jeszcze jedna kwestia do rozważenia: jakie chcesz sprawiać wrażenie? Stawiasz na klasyczną elegancję, codzienny luz czy sportową wygodę? Chesz wyglądać jak mieszkańcy odwiedzanej metropolii i wtopić się w miejski tłum czy jest Ci wszystko jedno? Osobiście uważam, że wygoda wygodą, ale nieco miejskiego szyku nie zaszkodzi. Dlatego polar i sportową wiatrówkę a także plecak i turystyczne sandały zostawiam w domu. (No dobra, przyznaję się, nie posiadam turystycznych sandałów.) Z reguły stawiam na kombinację casualowych elementów z ciekawymi dodatkami, tak żeby czuć się i modnie, i wygodnie.


Co zatem polecam przygotować na weekendowy wypad? Oto lista subiektywnych propozycji:

  1. Jedna para spodni na podróż (u mnie z reguły dżinsy lub chinosy) plus dwie bluzki (lub podkoszulki jeśli jest ciepło), do tego rozpinany sweter lub bluza lub marynarka. Dlaczego tak? Spodnie nie brudzą się i nie przyjmują zapachów tak łatwo, jak to, co zakładamy na górę. Z reguły i tak nosimy je więcej niż jeden raz, zanim trafią do prania, więc bez trudu zniosą drogę tam i z powrotem. Świeży T-shirt sprawi, że będziesz się czuć komortowo, a rozpinany element wierzchni zapewni największą elastyczność w reagowaniu na zmieniającą się temperaturę (klima w samolocie!).
  2. Druga para spodni powinna w zasadzie wystarczyć na kolejne dwa dni, ale zawsze mam w zanadrzu jeszcze coś: lekką i niemnącą sukienkę lub spódnicę. Dlaczego? Bo może zrobić się wyjątkowo ciepło, bo będę chciała wyglądać bardziej kobieco, bo pójdziemy wieczorem do lepszej restauracji, bo ktoś nas zaprosi do siebie, bo spędzimy dzień na plaży lub w ogrodzie botanicznym, bo będę chciała mieć ładne zdjęcia… Powodów może być mnóstwo! Waga niemal żadna, a życie może uratować, także wtedy, gdy jednak uda się ubrudzić spodnie.
  3. Tyle podkoszulków lub bluzek ile dni plus jedna sztuka na wszelki wypadek.
  4. Cienki i lekki, ale ciepły sweter w zgodnym kolorze (wełna sprawdza się wyśmienicie), pasujący do wszystkich ubrań, które zabierasz. Być może przeleży w walizce, być może otuszlisz się nim w czasie rejsu, wieczornego spaceru, przechadzki brzegiem morza lub w przypadku niespodziewanego załamania pogody. Ten sam, co do samolotu? Na dwa dni tak, na cztery wzięłabym drugi.
  5. Kurtka lub płaszcz, które ochronią przed zimnem i wiatrem. Zdarza mi się brać i przejściowy płaszcz i cienką parkę, zwłaszcza gdy udaję się na południe Europy.
  6. Lekki szal – po prostu niezbędny! Na wiatr i chłód lub zbyt silne słońce, także na ozdobę i gdy trzeba przykryć włosy przed wejściem do miejsc kultu.
  7. Akcesoria takie jak pasek do spodni, kolczyki, naszyjnik czy bransoletki. Jasne, że można się bez nich obejść, ale skoro niemal nic nie ważą, warto je zabrać, by dopieścić swój wizerunek.
  8. Buty – jedna para na nogach i ewentualnie druga (lekka!) w walizce. Osobiście staram się ograniczać do jednej uniwersalnej (ukochane newbalance). Ostatnio w Londynie wystarczyły mi granatowe mokasyny, dobre i do dżinsów, i do plisowanej spódnicy. Drugą parę obuwia zabieram, gdy wiem, że będę musiała wyglądać bardziej elegancko lub gdy różnica temperatur jest znaczna.
  9. Bielizna – uniwersalny beżowy biustonosz, figi i (w zależności od pogody oraz obuwia) bawełniane lub nylonowe skarpetki. Plus coś do spania, o ile uważasz, że to konieczne ;- )
  10. Kosmetyki – na okoliczność wyjadów weekendowych pracowicie gromadzę wszystkie próbki kremów i balsamów.
  11. Torebka – listonoszka, jeśli jadę sama lub shopperka, gdy jest to wypad rodzinny.

Na koniec kilka uwag. Zadbaj, by rzeczy, które pakujesz do walizki, nie mięły się za bardzo. W podróży dobrze sprawdza się bawełna z niewielką domieszką sztucznych włókien, wełna, dobry poliester, wszelkiego rodzaju dzianiny. Mądry wybór tkanin wyeliminuje standardowe rozważania typu: bierzemy żelazko? I druga rada: postaraj się wybierać takie elementy garderoby, które nawzajem do siebie pasują i w razie czego będą mogły być dowolnie zestawiane i łączone. Nigdy nie wiadomo, kiedy gołąb narobi Ci na bluzkę lub ochlapie przejeżdżający autobus. Wymiana jednego ciucha na drugi nie powinna się wiązać z ogromnymi dylematami. Brudne zdejmujemy, czyste zakładamy i lecimy dalej!

Uff… spakowana! Dodałabyś coś do tej listy? Koniecznie napisz, co jeszcze Twoim zdaniem przydałoby się w czasie weekendowego wyjazdu majowego.